Kolejny dzien dobiegl konca...Nie byl to jednak zmarnowany dzien z dwoch powodow.
1. Poznalem dzisiaj dziewczyne ktora od dawna chodzi mi po glowie, ma na imie Malwina. Ladne imie, i ona tez jest ladna...Ladnie sie usmiecha ale jest dosc cicha, nie mielismy wiekszej okazji zeby pogadac bo szybciej wyszla z zajec =(. Bywa. Ale moze jutro o nia zachacze w szkole i pogadam =).
2. Stwierdzilem dzisiaj ze trzeba siegac po to co jest blisko i jest realne niz po jakies wyimaginowane rzeczy ktorych szanse powodzenia sa nikle lub zerowe...
Czasem lepiej odpowiednio szybko zbastowac niz pozniej wkurwiac sie na to ze nie chcialo sie widziec tego, ze sprawa jest z gory skazana na niepowodzenie. To niestety tyczy sie wszystkiego... No ale zobaczymy co przyniesie jutro.
pozdro 2h
środa, listopada 23, 2005
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
A ja tam myślę, że nalezy sięgać nawet po to co jest nierealne...samo staranie się spełnienia marzeń jest już czymś co daje szczęście:]Więc nie nalezy skupiać się tylko na tym co pod ręką bo to czasami wcale nie jest tym czego chcemy a nawet jest tym czego nie chcemy i jedyne co ciśnie się nam na myśl to to że jesteśmy desperatami lub nie stać nas na walkę o marzenia:*
A tak sobie dzisiaj myślę o tym Twoim powiedzonku, że należy sięgać po to co pod ręką a nie po to co nawet trochę nierealne i jakoś to mi do Ciebie nie pasuje. No przecież kto jak nie Ty zawsze mówi, że jak coś chce to niezadowoli się czymś innym nawet podobnym? Więc dlaczego tak samo miało by być w uczuciach? No chyba, że taka filozofia i tyle:]
Prześlij komentarz