niedziela, stycznia 24, 2010

Jade...jade... ugh ! Nie jade...

Jakis czas temu wpadlem na pomysla zeby pojsc na sanki :) Mialem taka ochote na biale szalenstwo ze jezeli bym tego nie zrobil to czulbym sie zle. Podzwonilem po chlopakach i sie ustawilismy na sanki. Ale bylo kozacko, ja za dawnych lat kiedy po kilka razy dziennie wracalo sie do domu przebrac w suche lachy i znow na sanki :)To bylo piekne.
No i co posmigalismy ze 4 h na sankach powydurnialismy sie, gleby pozaliczalismy i bylo git. oczywiscie jakby moglo byc inaczej, sa samym koncu tak sie wywalilem ze paluchy bola mnie do dzisiaj... Ale warto bylo

pozdro 2h

2 komentarze:

Lexington pisze...

Stary, czytuje czasem blogi, ale nie jestem dzieckiem neo, żebyś - cholera - nie myślał. Nie będe sie rozprawiał, jak chcesz pogadać - to możesz napisać - ale twój blog jest zajebisty.. po prostu. :)

Młoda pisze...

No sanki świetna rzecz...aczkolwiek raz już miałam nogę w gipsie i nie bardzo usmiechało mi się mieć ją znowu:D